| Na pamiątkę - "zając" na słupie - ci co tu byli, wiedzą, o co chodzi :) |
Szczęściem jest żyć nie czekając na zmiany, pragnąć, by nic się nie zmieniło, a odmian szukać jedynie w podróżach. Słowa Bułhakowa: "W pierwszej chwili zakradł się do jego serca smutek i żal, ale niebawem ustąpiły one miejsca słodkawemu niepokojowi, cygańskiemu podnieceniu włóczęgi.” są trochę o mnie :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noclegi we Włoszech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą noclegi we Włoszech. Pokaż wszystkie posty
piątek, 18 października 2013
Arrivederci Sanfatucchio!
Na pożegnanie kilka niepublikowanych wcześniej obrazków.
czwartek, 17 października 2013
Sielanka :)
Którą uprawiam dziś od rana z powodu rozkosznych warunków pogodowych, całkowicie mnie rozleniwia. Nieskazitelny błękit nieba, 26 stopni, leżak, książki, chustka na głowie, bo naprawdę mocno grzeje i kiedy tylko pomyślałam, że muszę sobie coś przygotować do jedzenia, zza rogu domu wyłoniła się uśmiechnięta pani Vera, wykrzykując: fortuna!, il sole!, il tempo è sereno! i niosąc dla mnie gorącą, przed chwilą upieczoną pizzę:) Muszę przyznać, że smakowała mi ona bardziej, niż wszystkie, które tutaj jadłam w restauracjach. Z pomidorami, serem, anchois i dużymi gałązkami różnych ziół :)
środa, 16 października 2013
Wszystko fajnie, tylko szkoda, że tak krótko
To w jaki sposób przesuwa się słońce, pod jakim kątem opiera się o kamienne ściany, o jakiej porze na tarasie znikają jego promienie i obejmują już tylko pola i pobliskie cyprysy, uświadamia mi, że jestem już tu kawałek czasu i ten czas nie jest tylko wakacyjny, a płynie już takim bardziej codziennym nurtem.
Do Borgo Solario wróciło lato. Po kilku bardziej pochmurnych dniach, które przypominały o jesieni, pojawiło się niebieskie niebo staczające ostatnio kilka przegranych walk z chmurami. Dziś od rana jest pięknie, niebiesko, słonecznie, bardzo ciepło.
Zostałam póki co sama. Rano odwiozłam A. do Rzymu. Droga tam nastrajała mnie nostalgicznie, było coraz bardziej pogodnie, a gdy wjechałam na Autostrada del Sole, było już zupełnie przepięknie. Ale jakoś czułam koniec tego wszystkiego. Nie w jakiś smutny sposób - raczej melancholijny.
Lotnisko Fiumicino jest duże (zdaje się, że największe we Włoszech), zaplątane w pajęczynę kilku terminali i kilkunastu wjazdów na nie, wiaduktów, rond, przejazdów jedno, dwu czy kilku kierunkowych, kilku poziomów, tłumu samochodów, busów i śpieszących się walizek ciągniętych przez lekko zdezorientowanych ludzi.
Trochę obawiałam się tego, jak się stamtąd wydostanę i jak dotrę do autostrady. Nie można liczyć do końca ani na gps, ani na mapy, ani tym bardziej na znaki i drogowskazy. Chyba w pewnej części należy zdać się po prostu na intuicję. Ale udało się bez żadnych przykrych niespodzianek.
Kiedy wracałam termometr na zewnątrz pokazywał 26 stopni. Autostrada z Rzymu do Florencji jest bardzo malownicza i urozmaicona krajobrazowo (przejechałam nią przez Lacjum, Toskanię i Umbrię). Nie wiem, czy dzięki temu, czy czemuś innemu cała ta podróż minęła nadspodziewanie szybko.
Wrócę jeszcze do ubiegłych dni, w ciągu których nie miałam okazji nic napisać. W poniedziałek zrobiliśmy sobie z M. i B. dłuższą wycieczkę (A. pracował). Zabrałam ich do pobliskich miejsc, czyli San Feliciano i Castiglione del Lago. Ale postanowiliśmy też objechać całe jezioro naokoło i wstąpiliśmy do miasteczka Passignano sul Trasimeno.
Z poniedziałku na wtorek zrobiliśmy sobie "zieloną noc" obfitującą w grillowane rybki, pieczone kasztany, wino i włoskie szlagiery :)
We wtorek zrobiło się już smutno, bo to ostatni dzień wspólnego biesiadowania. Wyjechaliśmy po pierwszej do Pizy, zahaczając wcześniej o nadmorskie Livorno, w którym zaplanowaliśmy zjeść obiad. Urządziliśmy pożegnanie morza i jak się dziś okazało - pochmurnego nieba jednocześnie :)
I jeszcze dwa zdjęcia z dzisiejszego spaceru w Sanfatucchio, żebyście wiedzieli, że naprawdę jest słonecznie i pięknie :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















