Opactwo Benedyktynów w Vallombrosa jest ok. 20 km od miejsca, w którym teraz mieszkamy. Wykorzystując wolne popołudnie pojechaliśmy je zobaczyć. Żeby tam dojechać trzeba "wspiąć się" na wysokość ponad 900 metrów przejeżdżając przez imponujące, wysokie i rozległe lasy apenińskie. Po drodze minęliśmy znów kilka uroczych mieścinek, w których czas stoi w miejscu. Sam klasztor wg mnie nie jest specjalnie malowniczy i w środku bardzo surowy i skromny (to akurat jego zaleta). Ale było w nim bardzo tajemniczo. Sam kościół rozgałęzia się na kilka kaplic (między innymi Kaplicę Giovanni Gualberto - założyciela klasztoru). Historia tego miejsca sięga XI wieku. Myślę, że szczególnie można się tam poczuć w czasie włoskiej jesieni - pobliskie lasy, stare zabudowania porośnięte winoroślami - ubierają się w przepiękne barwy, których początki już teraz zaczynają współgrać z kamiennymi, niższymi budynkami.
W takim odosobnieniu, wysoko w górach na pewno można poczuć się uduchowionym i modlitwa i kontemplacja to pierwsze, co przychodzi do głowy :)
 |
| Część klasztoru |
 |
| Lasy otaczające klasztor |
 |
| Klasztor jest zbudowany naprawdę wysoko, ale jeszcze wyżej w lasach, w górach, ukryte są kapliczki i maleńkie budyneczki |
 |
| Część zabudowań klasztornych |
 |
| Część klasztoru |
 |
| Część klasztoru |
 |
| Przeszłam przez żywopłot, by przyjrzeć się klasztornemu ogródkowi |
 |
| Dziedziniec klasztoru |
 |
| Dziedziniec klasztoru |
 |
| W kościele |
 |
| Główna nawa kościoła (katedry) |
 |
| W kaplicy Gualberto |
 |
| Zakrystia |
 |
| Stare organy w głównej nawie |
 |
| W przejściu pomiędzy nawą główną, zakrystią i zamkniętą kaplicą |
 |
| Dziedziniec klasztoru |
 |
| Przy wejściu do kościoła |
 |
| Otoczenie klasztoru |
 |
| Otoczenie klasztoru |
 |
| Część klasztoru |
 |
| Część klasztoru |
 |
| Zabudowania przyklasztorne |
 |
| Przy klasztorze - takie centrum dla zwiedzających z jednej... |
 |
| ... i drugiej strony |
 |
| Zakonnik też człowiek - wino pić musi. Tamtejsza winniczka :) |
 |
| Wokół klasztoru |
 |
| Wokół klasztoru |
 |
| Popatrzcie na te dachówki - całkiem porośnięte mchem |
 |
| Strumień spływający z góry |
 |
| Nad strumieniem |
 |
| Przy klasztorze |
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się między innymi w mieścinkach Tosi i Donnini.
No ślicznie, uroczo, ale co najważniejsze - wypatrzyłam z samochodu drzewo kasztanowe! Niestety w czyimś ogrodzie, ale pierwszy raz na żywo (nie licząc tego, które jest malutkie w naszym owczarskim ogródku). To tutaj ma już duże, charakterystyczne owoce, na które polujemy. Jedne źródła podają, że dojrzewają całkiem dopiero w październiku - inne, że już pod koniec września.
Wioska Tosi okazała się zagłębiem maleńkich fabryczek produkujących nowe meble w starym stylu - piękne komody, stoliki, szafy. Taka tutejsza Kalwaria Zebrzydowska, tylko ładniejsza :) A po drodze...
Dziś po trzech trochę pochmurnych dniach zrobiło się znowu słonecznie. Niech nie zwodzą Was chmury na zdjęciach - pogoda jest cudna. Niby gorąco, ale owe chmury, zasłaniając słońce powodują, że wysoka temperatura nie jest męcząca. Dzisiaj w Casa al Bosco wyglądało tak.
Zapytałam naszych gospodarzy, czy możemy zamiast do soboty zostać do niedzieli (kolejne miejsce mamy zarezerwowane jednak od niedzieli). Udało się, bo kolejni goście przyjeżdżają w poniedziałek, także z soboty na niedzielny poranek możemy tu jeszcze zostać. Mieliśmy plan awaryjny, ale wiązałoby się to znowu z pewną dozą zamieszania.
W sobotę mamy zamiar pojechać do Lucca - tego Lucca, które bardzo chciałam już dawno zobaczyć. Skoro jesteśmy stosunkowo blisko - może już nigdy nie będzie okazji, bo kolejną włoską wyprawę - jeśli się kiedyś zdarzy - trzeba będzie zaplanować w innych rejonach. Zresztą kto wie... :)
Dziś na obiad: zupa toskańska z fasoli i crespelle ricotta e spinaci, a na kolację sardynki oraz pesce triglie (takie niewielkie różowawe rybki, które nam bardzo zasmakowały zwłaszcza w wydaniu grillowym, przyrumienionym:)). Zdarza nam się kupować ostatnią partię danych ryb (dlatego, że często jest to popołudnie). Sprzedawca waży ilość, o jaką poproszę, wyciąga naklejkę z należnością, przylepia do torebki, a potem dosypuje jeszcze resztę ryb uśmiechając się przy tym przewrotnie:) - nam w to graj, bo ryby są tu naprawdę pierwszej świeżości :)
Dziś także mecz Lazio - Legia (w Rzymie). Pytałam naszego gospodarza, czy i na którym kanale można byłoby zobaczyć. Ale okazało się, że on jest entuzjastą tylko "jedynie słusznej drużyny" - FC Fiorentina - także nie bardzo się orientował w temacie. A. jest bardzo zawiedziony :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz